22 maja 2019

Aplikacje Krytyczne, czyli o tym, że biznes kręci się Morawieckiemu tylko prywatnie

Spółka Aplikacje Krytyczne, autorski pomysł Premiera Morawieckiego z czasów, gdy był ministrem finansów, okazała się kompletną porażką, niestety bardzo kosztowną dla polskiego podatnika. Już raport NIK z 2018 roku nie pozostawił suchej nitki na spółce, efektach jej pracy, kosztach, wreszcie Ministerstwie Finansów jako resorcie, który powołał ją do życia.

Do dzisiaj brzmią nam w uszach słowa Ministra Skiby, który przekonywał w Sejmie, że niepowołanie tej spółki to strata 3 mld złotych miesięcznie(sic) dla budżetu państwa. Tymczasem prawda okazała się zgoła inna. Naprawdę rzadko kiedy o niekompetencji, nieudolności i skoku na kasę działaczy PiS, którzy rządzą w różnych resortach, a w tym wypadku w resorcie finansów, tak wprost można było przeczytać w oficjalnym raporcie Najwyższej Izby Kontroli. Dowiedzieliśmy się na przykład, że gdy spółka notowała straty, Morawiecki podwyższał jej kapitał zakładowy. Do końca 2017 r. koszty jej funkcjonowanie były trzykrotnie wyższe niż zakładano. A co się dzieje teraz?

Z 35 mln zł kapitału zakładowego zostało…3 mln zł. Wystarczy na majowe pensje. Co zrobi Minister Czerwińska? Przecież NIK dwukrotnie wykazał, że finansowanie spółki jest niegospodarne, niepokryta strata finansowa za 2017 i 2018 rok, brak koncepcji na bieżące finansowanie…

Czy to kolejny trup w szafie, który PiS pozostawi następcom? Na pewno kolejny dowód na to, że w Polsce od czterech lat nie mamy Ministra Finansów, odpowiedzialnego za długoterminowe bezpieczeństwo ekonomiczne Polaków, tylko polityczną agencję finansową przy Świętokrzyskiej, której zadaniem jest znaleźć krótkoterminowe rozwiązanie, czyli pieniądze na „prezenty” Kaczyńskiego.

Jakie będzie tym razem krótkoterminowe rozwiązanie dla Aplikacji Krytycznych i ile jeszcze wyciągną z kieszeni podatników? Dowiemy się w czerwcu lub lipcu.

Szkoda tylko, że każda prywatna inwestycja Morawieckiego jest złotym strzałem, za to jego pomysły na inwestycje publiczne to zawsze miliony, a często miliardy strat dla Polaków… Ciekawe dlaczego?

Powrót