5 lutego 2012

Acta odłożone ad acta?

“I nie miłować ciężko i miłować. Nędzna pociecha…” moim ulubionym cytatem z Sępa Szarzyńskiego można podsumować relacje rządu z internautami i wszystkimi, którzy protestują przeciwko ACTA. Na początku zabrakło wyobraźni i intuicji rządzącym (nie tylko w Polsce), więc na głowę Premiera posypały się gromy. Tłumaczyliśmy nasze intencje, podkreślając zapisy broniące własności intelektualnej i praw autorskich. Internauci nie odpuścili i podnosili wolność słowa i wolności obywatelskie, a więc to wszystko, co w naszym kraju od ponad 20 lat jest uznane za niezbywalne prawo każdego z nas, prawo chronione Konstytucją. Dla Platformy Obywatelskiej to także wartości, będące fundamentem naszego działania. Rząd wycofał się więc z twardego stanowiska w sprawie ACTA i zapowiedział konsultacje (które powinny być prowadzone wcześniej, zgoda). I co? Teraz dopiero się nam obrywa! Że wystraszyliśmy się demonstracji, że nie jesteśmy stanowczy, a przede wszystkim, że w ogóle przecież nic już nie da się zrobić!

Rozumiem, że opozycja krytykuje rząd, bo taka jej rola, ale przecież “reszta świata” nie marzy chyba o państwie, w którym władza nie wycofuje się z raz podjętej decyzji, nawet jeśli była błędna? A jaka decyzja jest dobra? Sęk w tym, że w sprawie ACTA społeczeństwo polskie jest podzielone, znam wielu informatyków, którzy od początku mówili: “nie konsultuje się tego, czy można kraść, czy nie”, środowiska twórców też mają zgoła odmienne zdanie od użytkowników internetu.

Jedno jest pewne: wirtualny świat wymusza zmiany w świecie realnym, także w zakresie prawa. Z jednej strony chcemy świata otwartego i pełnej wolności, z drugiej nie możemy być w internecie społeczeństwem konspiracyjnym. Przecież nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego.

Dyskusję w formie szerokich konsultacji społecznych w sprawie ACTA utrudnia fakt, że diabeł tkwi przecież w szczegółach, a szczegóły są w tej materii dość trudne i w pewnym momencie przy stole dyskusyjnym mogą pozostać tylko eksperci-programiści i prawnicy. Ale chyba musi dojść do przesilenia, tzn. każdy, kto poczuł, że jego wolność została zagrożona musi o tym powiedzieć głośno i zamanifestować swoje oburzenie, a na koniec i tak musimy znaleźć kompromis.

Zastanawiam się też, czy gdybym dzisiaj miała, jak moja córka, 26 lat, to stałabym razem z internautami na ulicy? Bunt dla młodych ludzi jest jak powietrze, ale przecież miał rację Modrzewski, gdy w księdze ?O prawach? pisał:

?prawdziwa wolność nie polega na swawoli
czynienia, co by się tylko zachciało…”

iza leszczyna

p.s. Wieczorem Organizatorzy Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu napisali do Premiera, że nie zjawią się jutro w jego Kancelarii, bo oczekują, że rząd zaproponuje taką formułę konsultacji, która zapewni całemu społeczeństwu udział w dyskusji. No cóż, jak nie pałą go, to kijem.

Powrót