7 sierpnia 2010

7 sierpnia 2010 r.

Mój Niecodziennik stał się ostatnio Niecotygodnikiem, za co przepraszam wiernych czytelników. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że czasem warto zdystansować się do tego, co dzieje się wokół nas, szczególnie, gdy dzieje się dużo, głupio, a bliskość kampanii samorządowej każe niektórym pisać bzdury albo pomówienia:( Nie tylko zresztą w Polsce, ale w naszej Częstochowie także.
O sprawie katastrofy smoleńskiej nie chce mi się nawet pisać, bo targi wewnątrzpisowskie o to, czy trzeba było o katastrofie mówić w kampanii Jarosława więcej, bo to gwarantowałoby sukces, czy warto teraz zmienić kurs na ostry narodowo-katolicki, żeby przed kampanią samorządową oskarżyć rząd i Platformę o zbrodnię, są nie tylko żenujące, są po prostu obrzydliwe i ohydne. Dobrze, że Lewica nie wpisała się w ten smutny pisowski danse macabre.
Zresztą sytuacja na scenie politycznej jakby wróciła do przedkampanijnej normy i liderom PiS i SLD spadły maski:
– w ustach Kaczyńskiego zapateryzm brzmi jak najgorsza obelga, a Komorowski wybory wygrał przez pomyłkę,
– Napieralski zaś przypomniał sobie żelazne punkty programu lewicy i chce religię wyprowadzić ze szkół.
Gratuluję obu Panom i ich politycznym zapleczom.

Jest jednak i dobra wiadomość: pozytywne jest to, że nie żyjemy w starożytnym Egipcie, a Bronisław Komorowski nie został faraonem. Gdyby tak było, wczorajsze czarne chmury nad Warszawą trzeba by zinterpretować jednoznacznie i wybory rozpisać na nowo.

iza leszczyna

Powrót