5 lipca 2011

5 lipca 2010 r.

4 lipca to Dzień Zwycięstwa w Stanach Zjednoczonych, wczoraj okazało się, że także w Polsce:) I choć w komentarzach pobrzmiewa “prawie remis” to “prawie” robi wielką różnicę, o czym wiemy nie od dzisiaj. Specjaliści od marketingu politycznego mówią także zgodnym chórem, że kampania Jarosława Kaczyńskiego była lepsza, a Bronisława Komorowskiego w zasadzie bardzo słaba. Jakże się cieszę z tych opinii! Bo co one znaczą naprawdę?
Że wysoki wynik Kaczyńskiego jest efektem zabiegów pijarowskich jego sztabu, które koncentrowały się na dwóch kwestiach:
– po pierwsze kanalizowały emocje społeczne związane z katastrofą smoleńską w strumień współczucia dla osieroconego brata bliźniaka,
– po drugie wykreowały nową, łagodną i koncyliacyjną twarz Prezesa.

Oba te efekty są ulotne i PiS nie może liczyć, że dotrwają do jesiennych wyborów samorządowych. Przyczyny są proste: współczucie jest stanem ducha, który mija wraz z żałobą, i nie da się go zbyt długo sztucznie podtrzymywać. To nie znaczy, że nie pozostaje w nas żal po stracie, ale on nie będzie już determinował naszych wyborów, to było możliwe tylko raz. A łagodna twarz Jarosława Kaczyńskiego? Jest tak prawdziwa, jak Harry Potter i jego historia. Jej łagodność zaczęła odchodzić w zapomnienie już w pierwszym wystąpieniu po ogłoszeniu wyników. Co usłyszeliśmy?
Że czas rozliczyć “męczeńską śmierć” Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar tragedii, bo zawieszono tę sprawę tylko na czas kampanii(sic!). I jeszcze prośbę do osób, pracujących w komisjach wyborczych, że muszą być uważne do ostatniej chwili! Po co? czyżby, jak zwykle, niedopowiedziane zdanie Prezesa miało brzmieć:”bo wróg nie śpi”?

To dobrze, że jako naród mamy w sobie tyle empatii, to dobrze, że w cieniu tragedii i powodzi język polityków nie był zbyt ostry. Ale nie ma tu żadnej zasługi PiSu. Takie są nasze obyczaje, taka jest tradycja, i tak było zawsze, nawet wtedy, gdy PiSu nie było na świecie. Ta tradycja jest własnością wszystkich Polaków, tych z lewicy i tych z prawicy, tak, jak patriotyzm nie wrócił jako wartość, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, za sprawą PiSu; on był i jest obecny w historii naszego narodu i nie można pozwolić na to, by zawłaszczył go Jarosław Kaczyński! Patriotyzm, wiara, historia nie mogą być wykorzystywane przez żadną partię polityczną, przez żadnego polityka, to wielka nieuczciwość i wielkie niebezpieczeństwo. Bo co mieliby zrobić ci Polacy, którym nie po drodze z PiSem? Są mniej patriotami, mniej katolikami, mają mniejsze prawo do dumy z własnych przodków? Nie zgadzam się na taki świat, na świat według Jarosława Kaczyńskiego.

Dlatego dobrze, że potrafimy współodczuwać, a czasem pozwalamy emocjom kierować naszymi decyzjami, ale jeszcze lepiej, że więcej z nas kieruje się zdrowym rozsądkiem, bo gdy rozum śpi, budzą się demony, jak w akwaforcie Goi.

iza leszczyna

Powrót