4 marca 2012

Równouprawnienie wg PSL-u (4. odcinek bloga emerytalnego)

Pisałam już, dlaczego pomysł SLD, dotyczący emerytur jest zły i w gruncie rzeczy niekorzystny dla tych, o których lewica się upomina – najuboższych. Paradoksem jest, że większość pomysłów Lewicy, choć z pozoru wyrasta z lewicowej wrażliwości, po głębszej analizie traci ten walor. Tak jest w przypadku emerytury determinowanej stażem pracy (pisałam już o tym w blogu emerytalnym). Do wymienionych tam powodów mojego krytycznego stanowiska, warto dorzucić kolejny, o którym często mówi Premier: uzależnienie przejścia na emeryturę od stażu premiuje tych, którzy zawsze mieli pracę, a dyskryminuje takich, którzy w swoim zawodowym CV mieli okresy bezrobocia, dlatego mogłoby się okazać, że nawet sześćdziesięciosiedmioletnia osoba, nie mogąc wykazać się określonym ustawowo czasem odprowadzania składki, musiałaby pracować dalej.

 

Problem polega na tym, że Polska  lewica wciąż mentalnie pozostaje w PRL-u, gdzie wszyscy mieli pracę, nawet jeśli było to zatrudnienie pozorowane (czy się stoi czy się leży…) a granice państwa były szczelnie zamknięte i młodzi ludzie nie mieli szansy wyjechać za granicę, popracować i wrócić. Czy pracę poza granicami Sojusz wliczałby do stażu, czy nie, bo obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne  w tym czasie przecież nie odprowadzamy. SLD zdaje się więc zapominać o tym, że PRL zbankrutowała! Mówienie o dobrowolnym oddaniu władzy przez PZPR to nadużycie, którym do dzisiaj starzy działacze (jak Leszek Miller) legitymizują swoją obecność w życiu politycznym demokratycznej Polski. Komuniści oddali władze, bo doprowadzili kraj do bankructwa i przy pustych bankach (choć powinny w nich być przynajmniej oszczędności Polaków) i zerowych szansach na pożyczkę skądkolwiek (!) przerazili się wizji głodnych rodaków i sprytnie usiedli przy okrągłym stole:(

Ale zostawmy stare czasy, choć gdy słyszę lewicowe pomysły na uzdrowienie świata, pragnienie, żeby historia najnowsza była uczona przez najlepszych i najbardziej rzetelnych nauczycieli jest we mnie niezwykle silne!

 

Wróćmy do emerytur, bo w dzisiejszym odcinku chciałabym odnieść się do pomysłów naszego koalicjanta.

W pierwszej wersji PSL chciał połączyć politykę prorodzinną z systemem ubezpieczeń społecznych w sposób dość kontrowersyjny, pozwalając kobietom na wcześniejsze odchodzenie na emeryturę (za każde dziecko – 3 lata ). I tu partia ludowców wykazała podobieństwo do lewicy, bo upominając się o kobiety, de facto stanęła przeciwko nim. Za każdego nowego obywatela naszego ukochanego kraju karząc kobiety dwukrotnie! Pierwszy raz tym, że kapitał kobiety-matki dwójki dzieci w chwili przejścia na emeryturę byłby mniejszy o składki z sześciu lat (przy procencie składanym to może być całkiem spora kwota), a drugi raz tym, że ów kapitał przy zamianie na annuitet (strumień comiesięcznych wypłat aż do śmierci beneficjenta) trzeba by było rozłożyć na dłuższy o sześć lat okres, co spowodowałoby znaczne obniżenie świadczenia emerytalnego.

Okazuje się, że trzeba bardzo dokładnie znać nasz system emerytalny, żeby zgodnie z zasadą Hipokratesa, chcąc chronić przyszłych emerytów, po pierwsze im nie szkodzić.

 

Nasz koalicjant poszedł zatem po rozum do głowy i, biorąc już pod uwagę, że polski system emerytalny jest systemem zdefiniowanej składki, a nie zdefiniowanego świadczenia, zgłosił pomysł kolejny, tym razem, wzorując się nie na Czechach, lecz Francji. Propozycja ludowców polega na tym, aby do kapitału kobiety – matki dopisywać 10% za każde dziecko. Brzmi interesująco, ale trzeba rozstrzygnąć co najmniej  kilka kwestii.

Po pierwsze, czy za urodzenie, czy za wychowanie dziecka należałby się kobietom ten bonus? Jeśli za urodzenie, to czy oddanie dziecka do adopcji lub odebranie matce praw rodzicielskich skutkowałoby cofnięciem przywileju?  Byłoby to chyba zgodne z poczuciem sprawiedliwości społecznej. A jeśli za wychowanie, to czy kobiety wychowujące dzieci w rodzinach zastępczych, które wychowały dziesięcioro dzieci, miałyby kapitał większy o 100%? I czy, wziąwszy pod uwagę sprzeciw wobec in vitro skrajnie prawicowych polityków, nie obawiamy się , że gdy dojdą kiedyś do władzy (demokracja bywa nieprzewidywalna) przywilej dziesięcioprocentowego wzrostu kapitału zagwarantują tylko tym kobietom, których dzieci zostały poczętego w sposób naturalny?

Nie podnoszę tu kwestii kobiet, które nie mogą mieć dzieci, choć bardzo tego pragną, bo polityka prorodzinna z natury swojej promuje dzietność i dzisiaj także, wprowadzając ulgi podatkowe, zasiłki rodzinne i inne świadczenia zagwarantowane dla rodzin posiadających dzieci, państwo wspiera rodzinę. To naturalne i pożądane działanie państwa.

 

Trudno też nie odnieść się do pomysłu PSL-u w wymiarze kulturowym i obyczajowym i to bez względu na przyjęty wariant (3 lata za dziecko lub +10% do kapitału). Otóż biorąc pod uwagę wątpliwości “premii” za samo urodzenie dziecka (ryzyko niesprostania wyzwaniu macierzyństwa), pozostaje “premia” za wychowywanie. I tu pojawia się problem. Czy wychowanie dziecka to sprawa kobiety? Jak wtedy mówić o równych szansach, równej płacy, rynku pracy, który nie ma płci?  Jak promować wśród dzieci (chłopców i dziewcząt) role odpowiedzialnych rodziców, odpowiedzialnych czyli współwychowujących swoje dzieci, bez automatycznego przerzucania na barki kobiety trudu wychowania potomstwa. Urlopy tacierzyńskie to pierwszy krok na bardzo długiej drodze zmian kulturowych, wynikających nie z takiej czy innej polityki państwa, ale z aspiracji kobiet. Aspiracji, których nie mamy prawa hamować!  Propozycja PSL jest krokiem w przeciwną stronę. Jeśli będziemy prowadzili taką politykę, to prawdziwe równouprawnienie kobiet i mężczyzn osiągniemy ad kalendas greacas.

iza leszczyna

Powrót