28 kwietnia 2011

28 kwietnia 2010 r.

Niemal wszyscy nawołują polityków do umiaru, do prowadzenia spokojnej, merytorycznej kampanii. Nawołują media, naukowcy, wreszcie sami politycy, zwracając się, rzecz jasna, do innych polityków.
A gdyby tak zamiast nawoływania, każdy sam zachował umiar?
Rektorzy, w tym Rektor Politechniki Częstochowskiej:( zamiast zwracać się do polityków o umiar, może zaapelowaliby do swojego środowiska, np., do prof. Krasnodębskiego, który kilka dni po tragedii mówił: “Jeśli ktoś chce wierzyć w przypadek, niech wierzy. Ja nie jestem w stanie w to uwierzyć. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Przypomnę, że prezydent już raz został ostrzelany, gdy złożył wizytę w Gruzji tuż po rosyjskim ataku na ten kraj. (…) Przed kilkoma tygodniami byli inni przedstawiciele Polski i nic im się nie stało”.
A media? Media nie zastygły przecież w oczekiwaniu na polityka, który pierwszy przerwie żałobną ciszę. Ustami redaktora Pospieszalskiego, Marcina Wolskiego znaleziono nie tylko “łajdaków”, ale nawet “winnych” katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. No i umiar umarł…
W tę atmosferę powoli, trochę jeszcze nieśmiało, zaczęli wpisywać się politycy. I tak usłyszeliśmy, a raczej przeczytaliśmy w oświadczeniu kandydata na prezydenta o “prawych” Polakach i “prawej” Polsce.
Zdecydowanie wolę Bronisława Komorowskiego z jego oschłą retoryką, z minimalizmem emocjonalnym w pierwszych dniach po tragedii, za który krytykowano go, także w Platformie. Czas jest taki, że trzeba ważyć każde słowo i lepiej powiedzieć mniej, niż za dużo.
Kampania to emocje, także negatywne, ale nie wolno jej prowadzić, budując atmosferę ogólnonarodowej psychozy, stwarzając wrażenie, że katastrofa pod Smoleńskiem to narodowa ofiara, która powinna redefiniować nasze polityczne poglądy, weryfikować oceny i determinować wybory. Nie zgadzam się także ze zdaniem, że tragedia smoleńska wzmocniła nasz patriotyzm. Parafrazując swoje własne słowa sprzed tygodnia, chcę powiedzieć, że patrioci pozostaną patriotami, nacjonaliści nacjonalistami, a kosmopolici kosmopolitami. I nie zmieni tego żadna katastrofa. Swoją drogą wyraz “patriotyzm” zyskał jakąś nową konotację, niekoniecznie pozytywną, a przecież tylko dobrze powinien się nam kojarzyć. Czuł to arcybiskup senior Gocłowski, gdy na pogrzebie Arama Rybickiego mówił o “zdrowym patriotyzmie”. Smutne, że musimy obudować “patriotyzm” przymiotnikiem, żeby dobrze oddać intencję i sens naszej wypowiedzi.

iza leszczyna

Powrót