24 lipca 2011

24 lipca 2011 r. – Świat musi być otwarty, a ludzie wolni…

Wydawałoby się, że powinna runąć w gruzach teoria o języku agresji polityków, który wyzwala zachowania przestępcze  i sprawia, że ludzie zaczynają do siebie strzelać. Bo przecież Norwegia to państwo, w którym opozycja i rząd potrafią porozumiewać się językiem parlamentarnym, nie przekraczając granic dobrych obyczajów. Co więcej to kraj, w którym ludziom żyje się naprawdę dobrze, mają doskonałą ochronę zdrowia, edukację, a tymi, którzy sobie nie radzą opiekuje się państwo (oczywiście pozostali płacą w związku z tym najwyższe w Europie podatki). W tym sympatycznym, spokojnym i bogatym kraju, gdzie politycy są dobrze wychowani i kulturalni, trzydziestokilkulatek rozstrzelał 85 osób i prawdopodobnie podłożył bombę, która zabiła 7 innych. Nie był biednym bezrobotnym, nie był imigrantem, był Norwegiem. To wprawiło w zakłopotanie większość komentatorów. Nie dało się postawić łatwych hipotez w stylu: fundamentaliści, zorganizowana grupa terrorystyczna, czy choćby mieszkaniec podmiejskich slumsów. Co możemy z tym zrobić i czy w ogóle można coś zrobić? Przecież nie zamkniemy Europy dla innych. Świat musi być otwarty, a ludzie wolni, inaczej nic nie ma sensu. Na pewno trzeba próbować. Jedyną szansą są chyba dzieci, dzieci od przedszkola wychowywane w taki sposób, żeby katolik, ateista, gej, obcokrajowiec, czarnoskóry i  skośnooki, sympatyk Platformy, PiSu i SLD był tak samo ważny, ważny dlatego, że jest człowiekiem, a to wystarczy.

iza leszczyna

Powrót