23 stycznia 2011

23 stycznia 2011 r. – “Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.”

Do OFE z pewnością wrócę, ale dzisiaj chciałabym skomentować to, co na moim lokalnym podwórku czyli w Częstochowie po wyborach.

Pierwsza refleksja jest taka:

W  polityce groźniejsze jest to, o czym się nie mówi, od tego, o czym mówi się otwarcie.

Kiedy po II turze wyborów powiedzieliśmy, że nie stworzymy koalicji z SLD, ale w Radzie Miasta, w Katowicach i w Warszawie będziemy wspierać wszystkie dobre dla miasta decyzje i projekty, posypały się słowa krytyki: że się pewnie obraziłam, że przecież powinniśmy wziąć na siebie odpowiedzialność za miasto, że partia jest od rządzenia i ma zrobić wszystko, żeby współuczestniczyć we władzy, że przecież rozsądniej było “dogadać się” z lewicą i już przed wyborami ustalić zasady współpracy (to ostatnie było poradą “wybitnych politologów lokalnych”, których nazwiska pominę życzliwym milczeniem).
A my mówiliśmy wprost i od początku, że mamy wizję rozwoju miasta, przede wszystkim rozwoju gospodarczego, ale wizję,  której nie podporządkujemy jednej grupie interesów, bo Częstochowa to duże miasto zasługujące na niezależnego i odważnego szeryfa, a nie mieścina rodem z Dzikiego Zachodu, którą może opanować paru facetów z wypchanymi portfelami. Niestety nie miałam złudzeń, co do tego, że mój kontrkandydat nie odróżnia czarnych i białych charakterów.
Ale gdy w jedynej, z której nie uciekł, debacie, zapytałam Krzysztofa Matyjaszczyka, czy chce zafundować Częstochowie twarz rodem z “Poniedziałku” i promować taki standard debaty i aktywności publicznej, usłyszałam w odpowiedzi, że nie do twarzy mi ze złością (sic!) i, że jak wielu innych kandydatów, po prostu zamieszcza tam swoje reklamy i  to wszystko, co go łączy  z tygodnikiem. Odpowiedź seksistowska i nieprawdziwa, bo Pan Prezydent był zakładnikiem “Poniedziałkowej” ekipy już w czerwcu. Przecież hasło wyborcze, o które się wykłócał, choć korzenie hasła są zdecydowanie platformiane, okazało się własnością Pana Kulawika “użyczoną w dobrej wierze”. Wow!

Druga refleksja to zdanie profesora Bartoszewskiego:

“Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.”

Opłacało się wejść w koalicję z SLD: stanowiska wiceprezydentów, pewnie kilku naczelników, może jakiś prezes spółki miejskiej i członkowie rad nadzorczych, to, co niektórzy nazywają konfiturami, a w rzeczywistości powinno być odpowiedzialną i niełatwą pracą. Taką władzę warto brać tylko wtedy, gdy można realizować spójną wizję rozwoju miasta i przy tym patrzeć ludziom prosto w oczy (no i sobie przy porannym myciu zębów). Stanowiska nie mogą być celem samym w sobie, choć niektórzy mylą indywidualne ambicje i profity z ideałami. Obowiązkiem partii politycznej jest zrobić wszystko, żeby rządzić, to prawda, ale nie za wszelką cenę i tylko wtedy, gdy “rządzić” znaczy zmieniać rzeczywistość, zmieniać na lepsze. Czy to jest możliwe z ludźmi, którymi otacza się Prezydent Matyjaszczyk? W tej kwestii też nie mam złudzeń;(

iza leszczyna

Powrót