26 sierpnia 2013

20% to dość, żeby być celebrytą, ale zbyt mało, żeby być liderem

W Platformie wybraliśmy Przewodniczącego, Donald Tusk potwierdził swoje przywództwo, zagłosowało na niego 80% tych, którzy wzięli udział w głosowaniu. Należało się  spodziewać, że komentatorzy powiedzą: Tusk, mimo 10. lat na czele PO i 6. na czele rządu w czasach kryzysu światowego, nie zużył się, wciąż jest dla członków  PO tym, któremu ufają: wygrał przytłaczającą większością!

Tymczasem zaczęło się narzekanie, że 80% to jednak nie to, co 100%, no choćby 99%  (trudno zaprzeczyć, ale takie wyniki to tylko na Białorusi i w Zimbabwe, bo nawet w PiSie znalazło się  kilkunastu śmiałków, co byli przeciw prezesowi).

Można zresztą z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością założyć, że gdyby PDT dostał te 99% głosów, wszystkie media okrzyknęłyby go dyktatorem, którego boją się członkowie PO, a samą partię – niedemokratyczną, skostniałą i extra wodzowską.

Narzekano też na nikłą (ok. 50%) frekwencję wyborczą. Pewnie gdyby chodziło o nieboszczkę PZPR to znów mielibyśmy 100, a może i 200% normy, ale to se ne vrati. Na szczęście!

Partie polityczne, szczególnie partie liberalne,  nie są zdyscyplinowanym wojskiem. Ludzie zapisują się do partii z bardzo różnych powodów, czasem, żeby spotkać się raz w miesiącu i podyskutować, czasem tylko po to, żeby dać wyraz swoim poglądom, ale w ogóle nie uczestniczą w życiu partii, czasem, niestety, z powodów merkantylnych. Grupa tych, którzy nie zadają sobie pytania: “co ja mogę dać partii, a w konsekwencji społeczeństwu i mojemu krajowi?” tylko “co partia może dać mnie?”, nie jest wcale mała. Tacy członkowie są w każdej partii i nie są wcale polską specyfiką, przychodzą też do PO, są bardzo aktywni na początku, ale gdy partia nie spełnia ich oczekiwań, stają się członkami biernymi, po czym odchodzą.

Są wreszcie w naszych szeregach ludzie tak silnie przywiązani do ideałów i wartości, z jakimi PO szła do władzy,  że nie godzą się na żadne kompromisy i nie rozumieją, że rządzenie to sekwencja decyzji przybliżających nas do stawianych sobie celów, ale  decyzji możliwych do podjęcia tu i teraz, decyzji  właściwych(!), z pkt. widzenia obecnych warunków makroekonomicznych, sytuacji gospodarczej, społecznej i politycznej.

To dlatego tak łatwo być opozycją, bo nie ma żadnych warunków dodatkowych, o które rozbijają się “genialne” pomysły na politykę prorodzinną, edukację, czy naprawę finansów publicznych.
To dlatego tak trudno być rządem, bo jest wiele warunków, które muszą być spełnione, żeby wartość dodana decyzji rekompensowała z nawiązką ewentualne straty społeczne.
To dlatego wreszcie  ortodoksyjni ideolodzy  powinni zostać na obrzeżach polityki, bo tak jest bezpieczniej dla obywateli  i dla państwa.

A że bywają atrakcyjni?  Bywają, dlatego czasem w wyborach partyjnych  dostają 20% głosów. I nic z tego nie wynika.  Nic, oprócz tego, że oszołomieni “zwycięstwem” stają się medialnymi celebrytami.

iza leszczyna

Powrót