19 kwietnia 2010

19 kwietnia 2010 r.

W niedzielę wieczorem, w drugim dniu żałoby narodowej powiedziałam, że nie mam w sobie naiwnej wiary, że katastrofa pod Smoleńskiem i tragedia, jaką przeżywamy,  zmieni obraz polskiej polityki, że zmieni polityków, a złych ludzi zamieni w dobrych. Ci, co muszą dzisiaj przepraszać Zmarłych, nadal będą obrażać Żywych. Ale było i jest wśród nas wielu, którzy nie muszą przepraszać, choć różniliśmy się ze Zmarłymi zasadniczo i często w kwestiach kardynalnych. Za spory, choćby nawet gwałtowne, nikogo przepraszać nie trzeba!
Prawdziwej, niereżyserowanej i godnie przeżywanej żałoby było w nas tak wiele, że możemy być dumni, nie tylko z Tych, co zginęli, ale też z tych, co zostali: z siebie, z dziennikarzy, z przedstawicieli naszego państwa. I może o żywych trzeba dziś mówić.
Nie zgadzam się bowiem z opiniami ferrowanymi przez wielu dziennikarzy i komentatorów, że  polska polityka do czasu katastrofy była tylko mała, partyjna, interesowna. Jeśli była tylko taka, to taka pozostanie i kilka dni, choćby największego bólu i najgłębszej refleksji tego nie zmienią. Bo zdolni do refleksji ludzie nie muszą przeżyć traumy, żeby zadawać sobie zasadnicze pytania: co jest zadaniem polityka? dlaczego zajmuję się polityką? co jest ważne dla mojego kraju? jak o tym mówić, żeby przekonać do swoich racji innych?Jeśli ktoś nie zadawał sobie tych pytań przed 10 kwietnia, to nie jestem pewna, czy po 10 kwietnia potrafi na nie dobrze odpowiedzieć.

Opinia publiczna każe politykom posypać głowy popiołem, przywdziać szaty pokutne i obiecać poprawę. Poprawa ma dotyczyć zachowania, trzeba mówić ad rem, a nie ad personam, nie obrażać politycznych przeciwników, nie drwić ze swoich oponentów, a nade wszystko spierać się o rzeczy ważne, prawdziwie istotne dla kraju.
Otóż ludzie, z którymi pracuję, najczęściej są właśnie tacy, z pewnością bywamy też mali, często ponoszą nas emocje, które w polityce są większe niż gdziekolwiek; jak w każdym zawodzie, są wśród nas mistrzowie, rzemieślnicy i tacy, co nigdy nie powinni wybrać tego fachu. Ale przecież są wśród polityków mądrzy i dobrzy ludzie, zauważono to po katastrofie smoleńskiej. Jeśli wśród Tych, co zginęli, byli Wielcy, to może wśród tych, co zostali, także są tacy? Przecież sprawna i dyskretna organizacja żałoby narodowej, za którą odpowiadali politycy, zarówno z otoczenia Pana Prezydenta,  z rządu, z samorządów, pokazała, że są to ludzie potrafiący kierować państwem, nawet w najtrudniejszych momentach. Sprowadzanie ciał ofiar, pomoc dla Rodzin, organizowanie uroczystości, obecność najwyższych władz ustawodawczych i wykonawczych w trudnych chwilach witania kolejnych trumien na wojskowym lotnisku na Okęciu, to wszystko jest dowód na to, że państwo, za funkcjonowanie którego odpowiadają przecież politycy, działa sprawnie.
Więc może politycy nie są tak zupełnie źli? Może nawet wtedy, gdy kłócą się i używają ostrych słów, chodzi im o rzeczy WAŻNE, o państwo właśnie, o jego obywateli, o ich spokój, bezpieczeństwo, coraz wyższą jakość życia, coraz lepsze warunki dla nauki, edukacji, przedsiębiorczości, firm, a więc także dla pracowników? Może politykom (niektórym/większości?) naprawdę chodzi o coś dobrego? Może trzeba przestać traktować nas jak jednorodną masę niekompetentnych, ograniczonych karierowiczów? Czy można prosić o niewrzucanie wszystkich do jednego worka?

iza leszczyna

Powrót