18 marca 2011

18 marca 2011 r. – OFE to nie Ebenezer Scrooge ani Warren Buffett

W sejmie zaczęły się prace nad projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych (czyt. o OFE). W środę pierwsze czytanie, a w czwartek ustawa została skierowana do komisji finansów publicznych, aby tu odbyła się szczegółowa dyskusja nad projektem i jego poszczególnymi zapisami. Niestety nie obyło się bez teatralnych gestów PiSu, który po odrzuceniu wniosku o wysłuchanie publiczne, opuścił salę, zarzucając Platformie, że pozoruje demokrację. Ponieważ demokracja to rządy większości wybranej w wolnych i powszechnych wyborach, więc pozostałe partie, które stanowiły większość w Komisji (PO, PSL, SLD, PJN) obradowały same. Nie wiadomo dokładnie, co podczas wysłuchania publicznego chciały usłyszeć ugrupowania, które o nie wnioskowały, bo  podczas debaty w sejmie nie pojawiły się żadne nowe wątki, argumenty czy pomysły. O OFE powiedziano już wszystko, co można było powiedzieć, dobrze i źle, racjonalnie i populistycznie, porównując OFE raz do nienasyconych kapitalistów, którzy niczym  Ebenezer Scrooge bogacą się na cudzej krzywdzie (to przedstawiciele związków zawodowych), a innym razem do rekinów giełdowych na miarę Warrena Buffetta (tak widzą się same Powszechne Towarzystwa Emerytalne). Tymczasem OFE nie są ani jednym ani drugim, co pokazuje projekt rządowy i udowadnia w swoim uzasadnieniu do ustawy.
OFE to ważny element II filara, ale tylko w tej części, w której zaprogramowano je na inwestowanie w akcje (40% wszystkich aktywów, faktycznie OFE zainwestowały na giełdzie niewiele ponad 30%). W pozostałej części – obligacyjnej tworzą błędne koło zadłużenia, z którego nie ma wyjścia inaczej niż przez zmianę prawa, które 10 lat temu narzuciło Otwartym Funduszom Emerytalnym taką strukturę portfela inwestycyjnego! I to był błąd!
Więc po co wysłuchanie publiczne w sprawie, którą od wielu miesięcy żyje opinia publiczna, od prawie dwóch lat zajmuje się rząd, a Polacy albo mają wyrobioną opinię, albo już jej mieć nie będą, bo nie każdy chce poświęcać czas na zrozumienie ekonomicznych zawiłości, wieloletnich prognoz, założeń makroekonomicznych, bez których nie da się o reformie OFE mówić!
Teraz sens ma merytoryczna praca w Komisji Sejmowej, w której SLD zapowiedziało zgłoszenie swoich poprawek (termin do piątku do 16.00). Ich intencje przedstawiła Poseł Bańkowska, a rząd odniesie się do nich we wtorek. Dla mnie nie jest korzystną dla nikogo poprawka (sztandarowa poprawka SLD, którą mrugają oko do młodego wyborcy), na podstawie której część składki dzisiejszych trzydziestolatków (mówimy o dotychczasowych 7,3%) ma być podzielona inaczej, tzn. więcej do OFE (5%) a 2,3% do ZUS. To jest złe rozwiązanie z kilku powodów.
Po pierwsze: 5% trzydziestolatka generuje taki sam dług jak 5% pięćdziesięciolatka, a przecież tego niepotrzebnego długu chcemy uniknąć.
Po drugie: to właśnie trzydziestolatek będzie obciążony tym długiem publicznym, który wygeneruje całe pokolenie młodych ludzi dzisiaj.
Po trzecie: według prognoz MF, potwierdzonych przez niezależnych ekspertów, przez najbliższe 10 lat waloryzacja składki poprzez nominalne PKB będzie korzystniejsza niż zysk z obligacji, więc po co skazywać trzydziestolatków na prawdopodobnie mniejszy zysk?
Po czwarte: system ubezpieczeń społecznych ma charakter powszechny i w takim sensie solidarnościowy, tzn. wszyscy zrzucamy się, oddając daninę państwu w postaci podatku, bo przecież II filar nie jest dobrowolny tylko obowiązkowy. Zatem obywatele muszą mieć zapewnione równe traktowanie (tego nie udało się zapewnić przy reformie z 1999 r., w której o naszej przynależności do OFE decydowała data urodzenia, ale to był czas tworzenia systemu, po latach okradania obywateli przez PZPR, gdy okazało się, że pieniędzy pobieranych pracującym po to, by wypłacać je emerytom prostu nie ma).
Naprawianie tego, co zniszczył PRL nie jest łatwe i wielokrotnie dzieliło tych, którzy naprawiania się podjęli, tak się stało i tym razem. Ale przecież nikt nie mówił, że rządzenie jest łatwe.

iza leszczyna

W sejmie zaczęły się prace nad projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych (czyt. o OFE). W środę pierwsze czytanie, a w czwartek ustawa została skierowana do komisji finansów publicznych, aby tu odbyła się szczegółowa dyskusja nad projektem i jego poszczególnymi zapisami. Niestety nie obyło się bez teatralnych gestów PiSu, który po odrzuceniu wniosku o wysłuchanie publiczne, opuścił salę, zarzucając Platformie, że pozoruje demokrację. Ponieważ demokracja to rządy większości wybranej w wolnych i powszechnych wyborach, więc pozostałe partie, które stanowiły większość w Komisji (PO, PSL, SLD, PJN) obradowały same. Nie wiadomo dokładnie, co podczas wysłuchania publicznego chciały usłyszeć ugrupowania, które o nie wnioskowały, bo  podczas debaty w sejmie nie pojawiły się żadne nowe wątki, argumenty czy pomysły. O OFE powiedziano już wszystko, co można było powiedzieć, dobrze i źle, racjonalnie i populistycznie, porównując OFE raz do nienasyconych kapitalistów, którzy niczym  Ebenezer Scrooge bogacą się na cudzej krzywdzie (to przedstawiciele związków zawodowych), a innym razem do rekinów giełdowych na miarę Warrena Buffetta (tak widzą się same Powszechne Towarzystwa Emerytalne). Tymczasem OFE nie są ani jednym ani drugim, co pokazuje projekt rządowy i udowadnia w swoim uzasadnieniu do ustawy.
OFE to ważny element II filara, ale tylko w tej części, w której zaprogramowano je na inwestowanie w akcje (40% wszystkich aktywów, faktycznie OFE zainwestowały na giełdzie niewiele ponad 30%). W pozostałej części – obligacyjnej tworzą błędne koło zadłużenia, z którego nie ma wyjścia inaczej niż przez zmianę prawa, które 10 lat temu narzuciło Otwartym Funduszom Emerytalnym taką strukturę portfela inwestycyjnego! I to był błąd!
Więc po co wysłuchanie publiczne w sprawie, którą od wielu miesięcy żyje opinia publiczna, od prawie dwóch lat zajmuje się rząd, a Polacy albo mają wyrobioną opinię, albo już jej mieć nie będą, bo nie każdy chce poświęcać czas na zrozumienie ekonomicznych zawiłości, wieloletnich prognoz, założeń makroekonomicznych, bez których nie da się o reformie OFE mówić!
Teraz sens ma merytoryczna praca w Komisji Sejmowej, w której SLD zapowiedziało zgłoszenie swoich poprawek (termin do piątku do 16.00). Ich intencje przedstawiła Poseł Bańkowska, a rząd odniesie się do nich we wtorek. Dla mnie nie jest korzystną dla nikogo poprawka (sztandarowa poprawka SLD, którą mrugają oko do młodego wyborcy), na podstawie której część składki dzisiejszych trzydziestolatków (mówimy o dotychczasowych 7,3%) ma być podzielona inaczej, tzn. więcej do OFE (5%) a 2,3% do ZUS. To jest złe rozwiązanie z kilku powodów.
Po pierwsze: 5% trzydziestolatka generuje taki sam dług jak 5% pięćdziesięciolatka, a przecież tego niepotrzebnego długu chcemy uniknąć.
Po drugie: to właśnie trzydziestolatek będzie obciążony tym długiem publicznym, który wygeneruje całe pokolenie młodych ludzi dzisiaj.
Po trzecie: według prognoz MF, potwierdzonych przez niezależnych ekspertów, przez najbliższe 10 lat waloryzacja składki poprzez nominalne PKB będzie korzystniejsza niż zysk z obligacji, więc po co skazywać trzydziestolatków na prawdopodobnie mniejszy zysk?
Po czwarte: system ubezpieczeń społecznych ma charakter powszechny i w takim sensie solidarnościowy, tzn. wszyscy zrzucamy się, oddając daninę państwu w postaci podatku, bo przecież II filar nie jest dobrowolny tylko obowiązkowy. Zatem obywatele muszą mieć zapewnione równe traktowanie (tego nie udało się zapewnić przy reformie z 1999 r., w której o naszej przynależności do OFE decydowała data urodzenia, ale to był czas tworzenia systemu, po latach okradania obywateli przez PZPR, gdy okazało się, że pieniędzy pobieranych pracującym po to, by wypłacać je emerytom prostu nie ma).
Naprawianie tego, co zniszczył PRL nie jest łatwe i wielokrotnie dzieliło tych, którzy naprawiania się podjęli, tak się stało i tym razem. Ale przecież nikt nie mówił, że rządzenie jest łatwe.

iza leszczyna

iza leszczyna (08:00)

4 kilka barw 🙂

Powrót