17 lutego 2011

17 lutego 2011 r. – Miasto to nie piaskownica

Komentarz do mojego wystąpienia na wtorkowej sesji Rady Miasta Częstochowy może być tylko taki: “Mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu”. I chociaż jest to smutna konstatacja, przede wszystkim dla mnie, to okaże się pewnie jeszcze smutniejsza dla miasta. Przez ostatnie tygodnie starałam się nie komentować tego, co robi prezydent Matyjaszczyk w Częstochowie, bo przecież na początku drogi każdy ma prawo do błędów. Desant działaczy lewicy ze Śląska i Zagłębia, rady nadzorcze dla kolegów partyjnych i ich rodzin, odegranie farsy z próbą zmiany projektu Placu Biegańskiego, żeby uwiarygodnić się w oczach “referendystów”, obdarowanie właściciela tygodnika “Poniedziałek” zaszczytnym tytułem doradcy prezydenta Częstochowy po to, by po trzech tygodniach go odwołać, a wreszcie zupełny brak wizji rozwoju miasta w sferze gospodarczej to działania dyskredytujące Pana Prezydenta, nawet, a może jeszcze bardziej, jeśli z niektórych rakiem się wycofał.
Nie można jednak milczeć, kiedy miasto traktowane jest jak piaskownica. I nie chodzi o to, że przegoniło się inne dzieci, ale o to, żeby ekipa, która je zastąpi umiała budować babki! Tym bardziej, że trwałość niektórych będzie o wiele dłuższa niż cztery lata.
Tak będzie z edukacją. Pomysł, aby kilka szkół, przede wszystkim peryferyjnych lub w dzielnicach uważanych za defaworyzowane zamienić na filie innych, mógł zrodzić się tylko w głowie kogoś, kto w ogóle nie wie, o czym mówi, a nawet nie potrafi liczyć. Jeśli w szkole mamy za mało dzieci, a za dużo nauczycieli, którym każdego miesiąca trzeba wypłacić pensję, to programem naprawczym nie może być zwolnienie dyrektora, księgowej i sekretarki, tym bardziej, że trzeba powołać wicedyrektora. Koszt społeczny takiego działania jest następujący: szkoła z prawie stuletnią tradycją, własnym patronem,  historią i tożsamością (nie trzeba nikomu tłumaczyć, jakie jest znaczenie tych wartości w procesie wychowawczym) przestaje istnieć, ale problem zostaje! Jeśli Prezydent i jego ludzie nie mają wiedzy, umiejętności i odwagi, żeby podjąć decyzje przynoszące prawdziwe oszczędności z jednej strony, a dodatkowe dochody z drugiej, to niech przynajmniej nie pozorują “reformatorskiej” działalności, polegającej na tym, że trochę zamiesza się w kadrze kierowniczej szkół, bo przecież ZNP czeka. Czeka tak bardzo, że jego wiceprzewodnicząca Elżbieta Kunicka – radna SLD – nabrała wody w usta (choć w kampanii wyborczej była niezwykle aktywna w przekonywaniu nauczycieli, że Matyjaszczyk to najlepszy dla nich wybór:) i zagłosowała, jak koledzy kazali: przeciwko szkołom, nauczycielom, uczniom i rodzicom. Gratulacje dla wszystkich związkowców – to się nazywa kierownictwo! Grzegorz Sikora – przewodniczący ZNP ze wstydu wszedł chyba gdzieś pod stół, bo w ogóle na sesję nie przyszedł, szkoda, bo jak się wykonuje funkcję publiczną to odwaga cywilna jest niezbędna.
I na koniec: żeby zaoszczędzić na księgowej i jednej osobie z obsługi (tylko takie oszczędności wykazano w uzasadnieniu uchwał i innych ta decyzja nie przynosi) nie trzeba zamieniać szkoły w filię, wystarczy zabrać zadania finansowo-księgowe ze szkoły (bo ktoś je musi przecież zrobić!), a dyrektorowi nakazać redukcję etatu w administracji lub obsłudze. Efekt finansowy ten sam, a szkody dla środowiska lokalnego żadne. A tak góra urodziła mysz.

iza leszczyna

Powrót