16 grudnia 2010

16 grudnia 2010 r. – Krajobraz po bitwie…

Właściwie chciałabym pisać już o sejmie, tym bardziej, że przyjmujemy ustawę budżetową, a w niej kolejne 7% podwyżki dla nauczycieli (informacja z GW o krótszych wakacjach nie jest żadnym stanowiskiem MENu i jest nieprawdziwa), jest debata o prezydencji Polski w Unii Europejskiej, o sytuacji w PKP, a w mediach wypowiadają się o OFE ludzie, którzy nie mają pojęcia o zasadach funkcjonowania Otwartych Funduszy Emerytalnych, nawet Monika Olejnik razem z Palikotem chce wyjść na ulice i protestować;) Ale zanim wrócę na dobre do Warszawy, muszę/chcę napisać  jeszcze kilka zdań o niedawnych wyborach prezydenckich w Częstochowie.
I nie chcę analizować przyczyn swojej przegranej, chcę wytłumaczyć swoim Wyborcom (wierzę, że moi częstochowscy Czytelnicy są w większości moimi Wyborcami, oprócz Rafała i kilku innych;)), dlaczego Częstochowska Platforma Obywatelska zapowiedziała koalicję z PiSem w wypadku mojej wygranej, bo wiele osób pyta mnie o to i nie rozumie, czy wręcz nie zgadza się z tą decyzją.
Rozumiem doskonale ten dystans, a nawet niechęć do mojej decyzji. Zawsze do PiSu było mi bardzo daleko, krytykowałam koalicję tej partii z Samoobroną, LPRem, a także działania PiSu jako opozycji. Nie zmieniłam zdania, nadal nie zgadzam się z “wielką polityką” prowadzoną przez PiS, z koncepcją polityki zagranicznej, stosunkiem do Unii Europejskiej, z pomysłami na gospodarkę, edukację, itd…
Tylko że w Radzie Miasta takich decyzji się nie podejmuje, tutaj w ogóle nie ma ideologii partyjnej, polityki zagranicznej, dyskusji o in vitro, parytetach, konstytucji. Są za to ludzie: uczciwi albo nie; nastawieni na dobro publiczne albo na  własny interes, prawdomówni albo krętacze i to jest ich wartość koalicyjna albo jej brak!!!
Na pięciu radnych PiS osobiście dobrze znam trzech! I zaczynając od Jerzego Nowakowskiego, przez Artura Gawrońskiego do Ryszarda Majera zapewniam, że są to ludzie, z którymi mogłabym współpracować. Czy są tacy wśród radnych lewicy? Ja takich nie znam.
I jeszcze jeden argument, który nie ma nic wspólnego z politycznym handlem, jest raczej zdrowym rozsądkiem zastosowanym do rzeczy wielkich, bo tak politykę określał Napoleon.  Jeśli w I turze odpada dwóch kandydatów prawicy, przy czym jeden to odwołany w referendum prezydent Tadeusz Wrona, wobec którego zawsze, jako przewodnicząca Klubu Radnych PO i jako poseł, byłam zdecydowanie krytyczna, to jest oczywiste, że muszę zwrócić się do wyborców Artura Warzochy z Prawa i Sprawiedliwości i prosić ich o głosy, bo przecież nie mogę prosić wyborców Krzysztofa Matyjaszczyka z SLD, żeby jednak zmienili zdanie i zagłosowali na mnie. Polityka to poważna sprawa, a nie zabawa. Tu nie chodzi o dobre samopoczucie kandydata, ale o miasto i jego rozwój, o mieszkańców i jakość ich życia. Warto poświęcić kawałek siebie, żeby ocalić  rzeczy ważniejsze.
A że w ostatecznym bilansie nie opłaciły się “zaręczyny” z PiSem? To nic. Musiałam zrobić wszystko, co mogłam, żeby wygrać. Bo co to za prezydent, co nie ma odwagi podejmować wyzwań, nawet najtrudniejszych dla siebie samego?

iza leszczyna

Powrót