14 listopada 2010

14 listopada 2010 r.

Najtrudniejsze w kampanii jest to, że nie ma czasu na bloga:((
Trudne jest także to, że trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Przyjemnie bywa, gdy po krótkiej nawet rozmowie można usłyszeć: Pani jest taka normalna. Gorzej, gdy podczas trzeciej kolejnej debaty słyszy się własny program w ustach kontrkandydata;) Jeszcze gorzej, gdy słuchacze jednej z debat dochodzą, gratulują i mówią, że wygrałaś, a wynik głosowania jest dla ciebie niekorzystny (o trzy głosy!), a już najgorzej, gdy kontrkandydat na Facebooku chwali się, że wygrał, ale nie wspomni, że różnicą trzech głosów na 274 głosujących;(
Kampania ma to do siebie, że się kończy;)
Cieszę się, że po 21 listopada będę mogła każdemu spojrzeć w oczy, prosto, odważnie i z uśmiechem. Ale czy Lewica, popierana przez Poniedziałek (czy Czwartek, bo myli im się nie tylko rzetelność z manipulacją, ale nawet dni tygodnia) też będzie mogła to zrobić? Bo odpowiadamy nie tylko za samych siebie, ale za nasze koalicje i działania tych, z którymi idziemy ramię w ramię. Taka jest polityka, takie jest życie.

Ponieważ niektórzy ludzie mają to do siebie, że jeśli dostają coś za darmo to biorą, a później czytają, więc chciałabym skomentować nieprawdziwe czy zmanipulowane informacje o mnie:)
Pierwsza:
podobno chcę zostać prezydentem, żeby móc spłacić kredyt

Ten kredyt jest kredytem hipotecznym zaciągniętym przez moją córkę na zakup mieszkania. Jak chyba każdy rodzic, pomogłam swojemu dziecku i byłam współkredytobiorcą, bo Kasia nie miała samodzielnie zdolności kredytowej. Pożyczka jest bezpieczna, jeśli moje dziecko nie da rady spłacać kredytu, bank zabierze mieszkanie, a już na pewno kredytu nie będą spłacać mieszkańcy Częstochowy, o czym każdy normalny człowiek wie, ale zamieszać zawsze można, a nuż ktoś pomyśli, że to prawda…
Z kredytami jest tak, że są dla ludzi, trzeba je tylko spłacać i dobrze bilansować dochody i wydatki. Umiałam to robić zawsze, także wtedy, gdy nie byłam posłem.
W informacji jest jeszcze jedno przekłamanie: wynagrodzenie posła jest wyższe niż prezydenta miasta, więc gdybym kierowała się przesłankami materialnymi, nie kandydowałabym.

Druga:
podobno udaję (ja i cała Platforma Obywatelska), że chcę wygrać, a naprawdę chodzi o to, żeby wrócił do władzy Tadeusz Wrona (ostatecznie jako wiceprezydent)

Żeby skonstruować taką hybrydę logiczną trzeba pracować w Poniedziałku, co jest Czwartkiem.
Każdy, kto mnie zna, kto słyszał, choć jedną moją wypowiedź w Radzie Miasta, w Sejmie, w prasie, radiu czy telewizji, wie, że od odwołanego prezydenta różni mnie w zasadzie wszystko: program, priorytety, stosunek do ludzi, nawet styl bycia i pewnie muzyka, jakiej słuchamy. Ale najważniejsze jest chyba to, że ja nie dzielę ludzi na “swoich” i “obcych”, ale na merytorycznych i takich, co się nie nadają, bez względu na to, czy są w Akcji Katolickiej, SLD, czy w PO. Te różnice widać także w odpowiedziach kandydatów na pytania GW, chociaż czasem, gdy je czytam, przychodzi na myśl powiedzenie, że papier przyjmie wszystko. Mam nadzieję, że wyborcy nie;))

O pacynkach i braku samodzielności nie będę pisać, bo to political ficion.

iza leszczyna

Powrót