13 kwietnia 2011

13 kwietnia 2011 r. – Prezes myślał, myślał i….

W kłótniach przedszkolaków albo bójkach klasowych zwykle obrywa się obu stronom: temu, kto zaczepia i zaczepianemu, tym bardziej, że  w pewnej chwili trudno odróżnić agresora od napadanego. Padają złe słowa, krzyki, wzajemne oskarżenia, w ogólnym zamieszaniu wszyscy wydają się w równym stopniu winni. Nauczyciel wpisuje wtedy uwagi do dzienniczka wszystkim i nic nie pomogą tłumaczenia: to on zaczął.
Okazuje się, że życie polityczne niewiele różni się od szkolnego. Tyle że gra toczy się o wyższą stawkę niż uwaga w dzienniczku. Ale o pomyłkę w ocenie równie łatwo. Więc lepiej nie wdawać się w polemikę, nie komentować wystąpień Prezesa, nie piętnować cynizmu jednych i głupoty innych. Ale przecież życie publiczne, debata publiczna, a w końcu aktywność obywatelska polega właśnie na tym, że się spieramy, dyskutujemy, nie zgadzamy, szukamy najlepszych rozwiązań, najważniejszych tematów, jesteśmy krytyczni wobec nieodpowiedzialnych zachowań i słów. Na tym polega życie społeczne. Tymczasem każda krytyka Kaczyńskiego musi być odbierana jak udział w wiecznej kłótni, bo trudno komentować Prezesa PiS, pozostając jednocześnie w świecie wartości demokratycznych i na płaszczyźnie języka parlamentarnego. Hołdysowi się nie udało, ale artystom zawsze wybaczaliśmy więcej, a politykom mniej.
Tak więc jedyny sposób to przeczekać to szaleństwo w milczeniu. Powtórzę to, co napisałam 10 kwietnia. Im mniej słów powiemy, tym lepiej. Najbardziej przygnębiające jest to, że Prezes dwa dni przed rocznicą w TVN24 przyznał, że myśli nad tym, co powinien powiedzieć w rocznicę katastrofy. No i wymyślił.

iza leszczyna

Powrót