26 listopada 2020

“4,6,2”, czyli PiS kontra pandemia

W walce z pandemią PiS popełnił wszystkie możliwe błędy: długoterminowe, średnioterminowe i krótkoterminowe. Ten brak strategii w skrócie nazwałam „4,6,2”.

„4” to długoterminowe błędy, które były fundamentalne, bo nie przygotowały Polski na pewne przecież w gospodarce spowolnienie, a tym bardziej na ewentualny kryzys. Były Główny Ekonomista MF Ludwik Kotecki nazwał je latem konika polnego z bajki La’Fontaine. To były cztery stracone lata, stracone dla długoterminowego rozwoju Polski i budowania prawdziwego dobrobytu obywateli, także poprzez szeroki dostęp do wysokiej jakości usług publicznych.

„6” to błędy średnioterminowe, czyli stracone miesiące pomiędzy pierwszą falą, gdy reakcje niemal całego świata były chaotyczne, a jesienią, do której można i trzeba było się przygotować. Rząd PiS takich prób nawet nie podjął, a jedyne działania to ciemne interesy ministrów, które naraziły na wielkie szkody skarb państwa (respiratory od handlarza bronią, maseczki od kolegi ze stoku, przyłbice od jego żony, drukowanie pakietów wyborczych bez podstawy prawnej). O innych „złotych interesach”, które działacze PiS-u zrobili w tym czasie, dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy ta zła władza przestanie rządzić.

A ten czas był szczególnie ważny, żeby zamrożenie gospodarki i zamknięcie wszystkich obywateli w domach nie poszło na marne. Każde eksperckie opracowanie (skoro ja do nich dotarłam, to rząd mógł chyba tym bardziej?) mówiło, że lockdown ma sens tylko wtedy, gdy czas zamrożenia wykorzystamy na wzmocnienie ochrony zdrowia i wypracowanie strategii dla różnych scenariuszy wydarzeń w kolejnych miesiącach pandemii. Takie były ogólnoświatowe i unijne rekomendacje, które pojawiły się już w marcu i kwietniu. Dla Polski wzmocnienie ochrony zdrowia to dodatkowe dziesiątki miliardów złotych, które powinny były popłynąć do systemu ochrony zdrowia, żeby:
-podnieść wynagrodzenia i objąć ubezpieczeniem państwowym na wypadek choroby lub śmierci pracowników medycznych,
-przeszkolić pielęgniarki i lekarzy innych specjalności w obsłudze respiratorów,
-zaangażować (po kilkumiesięcznym kursie) absolwentów kierunków okołomedycznych i studentów ostatnich lat studiów medycznych do pracy w szpitalach covidowych,
-przygotować szpitale polowe, wykorzystując dzięki współpracy z samorządami najlepsze miejsca, dające się zaadaptować najtaniej i najefektywniej,
-uczestnicząc w zakupach wspólnych UE zabezpieczyć potrzebny sprzęt i środki ochrony osobistej, bez marnowania milionów zł pieniędzy podatników,
-zainicjować współpracę z Niemcami i zagwarantować sobie pomoc, bo nasz bogaty zachodni sąsiad radzi sobie z drugą falą zdecydowanie lepiej niż inne kraje UE,
-opracować i wdrożyć system informatyczny, który pozwoliłby na sprawną koordynację ratownictwa medycznego,
-wprowadzić system szerokiego testowania, w tym pracowników ochrony zdrowia,
-stworzyć sieć izolatoriów dla seniorów i osób szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażenia,
-zbudować zespół zarządzania kryzysowego, w którym oprócz decydentów byliby epidemiolodzy, samorządowcy i przedstawiciele przedsiębiorców (odpowiedniki tego zespołu powinny powstać na poziomie regionów, a nawet powiatów, tworząc sieć z perfekcyjnym przepływem informacji),
-rzetelnie informować o sytuacji pandemicznej, bez propagandowej manipulacji, żeby zbudować zaufanie pomiędzy rządem a obywatelami.

I niech nikt nie mówi, że to za drogo, że nas nie stać, bo niektóre z tych działań nie wymagały pieniędzy tylko zaangażowania rządu i dobrej organizacji.
A jeśli chodzi o pieniądze, wystarczy przejrzeć beneficjentów tzw. „tarcz”, w tym tarczy PFR, żeby zobaczyć, ile miliardów PiS zmarnował albo dał swoim propagandystom lub krewnym i znajomym królika!
Rząd powinien wiedzieć, że kondycja gospodarki w czasie pandemii, a więc bezpieczeństwo ekonomiczne obywateli, zależy od kondycji systemu ochrony zdrowia. Szkoda pieniędzy na ratowanie gospodarki, jeśli jednocześnie zabraknie ich na ratowanie ochrony zdrowia, bo ani chorzy, ani tym bardziej umarli PKB nie wypracują!

I wreszcie „2” czyli błędy krótkookresowe, obejmujące każdego dnia całą pandemiczną rzeczywistość od wiosny do dzisiaj. Dlaczego „2”?
Bo najbardziej jaskrawym przykładem były dwa tygodnie na przełomie października i listopada, gdy rząd z dnia na dzień zamykał cmentarze, gastronomię, wyprowadził na ulicę tysiące młodych ludzi w proteście przeciwko nieludzkiemu wyrokowi TK J. Przyłębskiej, nazywał opozycję przestępcami, 24-godzinne „opóźnienie” w przyjęciu ustawy ogłosił obstrukcją, żeby następnego dnia zamrozić ją na dwa tygodnie.
Niestety chaos tych dwóch tygodni stał się znakiem rozpoznawczym działania rządu PiS w pandemii i trwa w najlepsze.

A przecież już w kwietniu w „Wytycznych odmrażania gospodarki” KO podała rządowi gotowe rozwiązania i apelowała o wzmocnienie ochrony zdrowia, poważne i uczciwe konsultacje z branżami gospodarczymi, o minimalizowanie niepewności i bałaganu informacyjnego poprzez rzetelne przekazywanie informacji opinii publicznej. Nasze rekomendacje są wciąż aktualne!
Dowodem na to, że chaos trzyma się mocno, są stoki narciarskie, które miały być zamknięte, ale ponieważ jeden z wiceministrów jest właścicielem stacji narciarskiej, to zmieniono decyzję, za to hotele i pensjonaty pozostaną zamknięte, a ferie potrwają 2 tygodnie zamiast 6, podobno po to, żeby na stokach nie było tłoku(!).
Groteskowa stała się też konferencja prasowa, na której Premier Morawiecki i Minister Zdrowia zapowiedzieli, że teraz zapanuje przejrzystość i przewidywalność. Niestety w ciągu kilku dni po konferencji nie tylko zmieniono decyzję o stokach narciarskich, ale też zabroniono powiatowym i wojewódzkim stacjom sanitarno-epidemiologicznym publikowania jakichkolwiek danych dotyczących SARS-CoV-2. Rozumiem, że stoki narciarskie to realizacja obietnicy o przewidywalności, a ukrywanie danych o liczbie zakażonych to realizacja obietnicy o przejrzystości.

Powrót