28 sierpnia 2020

Czy na pewno potrzebny nam jeździec na białym koniu?

Pogłoski o śmierci Platformy Obywatelskiej są mocno przesadzone. Nie zgadzam się też z diagnozą, wg której, aby wygrać wybory, musimy zmienić nazwę. Brytyjska Partia Konserwatywna powstała w 1832 roku i dzisiaj rządzi, choć w swojej długiej historii popełniła wiele błędów, w tym całkiem niedawno błąd kardynalny, który doprowadził do wyjścia UK z Unii Europejskiej. A Partia Pracy ma ponad 100 lat, wygrywała i przegrywała, raz zdobywając sympatię wyborców, a raz ją tracąc, podobnie jest z Demokratami i Republikanami w USA. To standard demokratycznego państwa. Dlaczego zatem komentatorzy życia politycznego w Polsce i niektórzy publicyści uważają, że po 19 latach istnienia, w tym ośmiu rządzenia państwem, Platforma Obywatelska musi odejść? Bo przegraliśmy 7 wyborów? To przygnębiające, fakt, ale PiS przegrał ich 8.

Może więc nie ma potrzeby rozglądać się za jeźdźcami na białych koniach, czy szukać charyzmatycznych liderów, którzy często okazują się domorosłymi Tymińskimi? Samodoskonalenie i rozwój polityków i partii są większą wartością w polityce niż ciągłe stawianie na nowe i nieznane.

Jest oczywiste, że gdy partia popełnia błędy, rolą dziennikarzy i politologów jest je wskazywać i piętnować, nikt rozsądny z tym nie polemizuje. Dlatego lanie, jakie dziennikarze spuścili nam, ramię w ramię z naszymi wyborcami, za głosowanie za podwyżkami, przyjęliśmy z pokorą.

Niestety, często błędami popełnionymi przez PO nazywane są decyzje, które nimi nie były. I dzisiaj, gdy nad naszymi głowami odbywa się swoisty sąd nad Platformą, chcę powiedzieć o tych naszych nieprawdziwych „błędach”, bo wrzucanie ich do jednego worka z prawdziwymi przynosi więcej szkody niż pożytku.

W bardzo wielu wypowiedziach publicystycznych, analizujących scenę polityczną w Polsce, sięgających do naszych „ośmiu lat”, pojawia się mniej więcej takie stwierdzenie: „główne błędy Platformy to podniesienie wieku emerytalnego, skok na OFE(!), ośmiorniczki”, czasem ktoś doda coś o ciepłej wodzie w kranie i niedostrzeganiu potrzeb obywateli, zapominając zupełnie, że na czas naszych rządów przypadły dwa wielkie kryzysy: światowy kryzys finansowy i kilka lat później kryzys strefy euro.

Swoją analizę ad hoc naszych „błędów” nieprawdziwych zacznę od podniesienia wieku emerytalnego. Rozłożone na 25 lat(!) stopniowe dochodzenie do wieku, w którym ogromna większość Europejczyków przechodzi na emeryturę, wprowadziliśmy przecież nie dla własnej korzyści, a nawet wbrew korzyściom partyjnym, kierując się troską o jakość życia i dobrostan całego społeczeństwa w długiej perspektywie. To było długofalowe i racjonalne działanie, które pociągnęłoby za sobą konieczne zmiany na rynku pracy i wprowadzanie w Polsce tego, co świat nazywa „silver economy”, czyli dostosowanie gospodarki do potrzeb seniorów, nie tylko w sferze popytu i podaży towarów i usług, ale także miejsc pracy, dostosowanych do możliwości osób 60+. Skoro jednak słyszy się od wielu osób opiniotwórczych, że to był błąd, to niebawem całe społeczeństwo uwierzy, że można długo i bogato żyć na emeryturze, i że młode pokolenie da radę odprowadzić tyle składek, że wystarczy dla „starych” na dostatnie życie.

W tym kontekście niczego dobrego dla młodych (ani dla starych) nie niosą jednoznaczne deklaracje, które sama potwierdzam: NIE MA POWROTU DO PODWYŻSZENIA WIEKU EMERYTALNEGO! Nie ma, bo po co? Żeby przegrać kolejne wybory? Żeby wygrała je partia, która nie cofnie się przed najohydniejszym kłamstwem, nawet jeśli jest to bezpodstawne oskarżenie przeciwników politycznych o zamach, czyli morderstwo 96 osób?

I nie mówcie proszę, że wystarczyło prowadzić szersze i dłuższe konsultacje społeczne. One przecież były. A już najdłuższe chyba w historii konsultacje prowadziłam w sprawie OFE, trwały mniej więcej rok, a mimo to OFE to przecież nasz drugi „błąd”, często nazywany „skokiem”. Tymczasem „skokiem” można nazwać coś, co przynosi duży zysk dla tego, kto „skoku” dokonuje. Dlatego o „skoku na OFE” mogą mówić posłowie PiS, którzy nie odróżniają deficytu od długu publicznego, albo cyniczni politycy jak M. Morawiecki, którzy dla partyjnego i osobistego interesu powiedzą dosłownie wszystko.

A prawda jest taka, że obniżeniem składki i umorzeniem obligacji nie tylko uniknęliśmy cięcia emerytur i wynagrodzeń w kryzysie (co robiły inne państwa), ale umożliwiliśmy PiS-owi wprowadzenie 500+. Dokładnie tak. Do OFE przekazywaliśmy z budżetu państwa ponad 20 mld zł, a więc tyle ile kosztował program 500+ w pierwszej wersji. Dzisiaj to byłoby grubo ponad 30 mld zł.

Jeśli istnieje zatem powszechny konsensus, że ten program jest potrzebny, to trzeba sobie powiedzieć raz i na zawsze, że albo kochamy OFE, albo 500+, bo na oba te wydatki nigdy nie było i nie ma miejsca w budżecie. Trzeba też powiedzieć, że największym beneficjentem naszej decyzji w sprawie otwartych funduszy emerytalnych i dyscypliny budżetowej jest PiS, który mógł rozdysponować środki, jakich my nie mieliśmy, nie przez „szalejące mafie vatowskie”, ale przez wielomiliardową składkę odprowadzaną do OFE i koszt obsługi długu wynikającego z tej składki!

Dodajmy, że środki ze składki do OFE podczas kryzysów topniały, a przy sposobie zarządzania spółkami skarbu państwa przez PiS, nawet bez kryzysu, kurczyły się w zastraszającym tempie, proporcjonalnie do spadku cen akcji tych spółek. Ekonomistów, którzy w prywatyzacji kazali nam szukać środków na zasypanie dziury w ZUS powstałej po odprowadzeniu składki do OFE, proszę, żeby przyjrzeli się temu, co wyprawia PiS na czele z ich ekonomicznym guru – M. Morawieckim i odpowiedzieli sobie, jakie dzisiaj mielibyśmy środki do dyspozycji.

Konkludując, jeśli takie „błędy” Platformy uznane zostaną za „największe” i będą wymieniane w mediach jednym tchem z tymi, które popełniliśmy naprawdę, to wiedza ekonomiczna naszego społeczeństwa będzie na takim poziomie, jak edukacja seksualna w wykonaniu PiS.

A przecież nie tylko emocje, ale także wiedza determinuje różne społeczne wybory, w tym polityczne. W kolejnych wyborach coraz silniejsi będą populiści, którzy już dzisiaj w Zjednoczonej Prawicy walczą o palmę pierwszeństwa. W dodatku raz będą rywalizować na polu pseudoekonomii, gdzie wygra ten, kto więcej rozda i obieca; innym razem na polu nacjonalizmu nazywanego patriotyzmem, i tu wygrają pewnie zwolennicy „Białej Europy”, bo najgłośniej krzyczą ośmieleni bezkarnością w państwie PiS; a czasem na polu praw człowieka, odbierając mniejszościom – prawo do bycia ludźmi i mając czelność mieszać do tego Boga.

Powrót