22 czerwca 2020

Emerytura w kampanii wyborczej

Urzędujący Prezydent i jednocześnie kandydat na Prezydenta Andrzej Duda oparł swoją kampanię na przypominaniu obywatelom, co „zawdzięczają” rządowi PiS. Jego główna, jeśli nie jedyna konkretna, obietnica wyborcza brzmi: jestem gwarantem utrzymania tego, co Polacy już „otrzymali”. Mówiąc inaczej Prezydent Duda chce, „żeby było tak jak było” przez ostatnie 5 lat.

Ta obietnica dotyczy także utrzymania wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Nie przeszkadza Andrzejowi Dudzie to, że jego główny konkurent Rafał Trzaskowski zadeklarował utrzymanie ustawowego wieku 60 i 65 lat. Kandydat Duda postanowił zaatakować Rafała Trzaskowskiego, a Polaków postraszyć nieistniejącym zagrożeniem – podniesieniem wieku emerytalnego.

Do kłamliwych oskarżeń Prezydenta Dudy zdążyliśmy się przyzwyczaić, więc nie dziwią. Ale dlaczego w tym odgrzanym emerytalnym zgiełku nikt nie pyta Prezydenta Dudy, jaki ma pomysł na to, żeby emerytury były wyższe?

Bo przecież po obniżeniu wieku emerytalnego rząd PiS-u nie stworzył żadnej dodatkowej motywacji do dobrowolnej dłuższej pracy i w zasadzie skazał obywateli na głodowe emerytury. Były obietnice 10 tys. za rok dobrowolnej dłuższej pracy i na obietnicach się skończyło, jak często w przypadku Prezydenta Dudy i PiS (kredyty frankowe, kwota wolna, mieszkanie+, milion samochodów elektrycznych, promy, drony, Luxtorpeda, walka z wykluczeniem komunikacyjnym, Fundusz Medyczny…).
A przecież są ludzie, którzy chcą odejść na emeryturę szybko, z powodu stanu zdrowia, czy sytuacji rodzinnej, i ich decyzje szanuje Rafał Trzaskowski, ale są przecież także tacy, którzy chcą pracować dłużej. Ale dłuższa praca musi się opłacać!

NIE MA POWROTU DO USTAWOWEGO PODNIESIENIA WIEKU EMERYTALNEGO.
Dlaczego? Bo Platforma Obywatelska zaakceptowała wolę wyborców, wiemy, że ludzie tego nie chcą i koniec. Poza tym zawsze może znaleźć się jakiś populista, inny Kaczyński, Duda, czy Morawiecki i obieca ludziom, że pieniądze, jak biblijna manna, mogą spadać z nieba. Potrzebne jest więc inne rozwiązanie.

Trzeba stworzyć zachęty do dobrowolnej dłuższej pracy, bo dobrowolne odsunięcie emerytury musi być opłacalne. I to od razu, a nie dopiero na emeryturze.
Dlatego napisaliśmy projekt ustawy, który promuje dobrowolną dłuższą aktywność zawodową. Osoby, które po osiągnięciu wieku emerytalnego będą chciały pracować dłużej, zostaną zwolnione ze składki emerytalnej. Ta część składki, którą płaci pracownik, zostanie w jego kieszeni.
To nie koniec! Połowa składki, jaką za pracownika płaci pracodawca także trafi do kieszeni pracownika, a drugą połowę tej składki zatrzyma pracodawca. To znaczy, że wszystkim się opłaci!
To nie koniec! Kapitał emerytalny pracownika nadal rośnie, bo budżet państwa zapłaci składkę od średniego wynagrodzenia.
Mówicie, że zbyt hojne?
Po pierwsze państwo ma być hojne dla tych, którzy pracują i powiększają nasz wspólny dobrobyt.
Po drugie, nie ma większego zagrożenia dla długoterminowego rozwoju Polski niż brak rąk do pracy, bo rodzi się nas mniej niż umiera, bo 500+ pomogło rodzinom ekonomicznie, ale nie wpłynęło na demografię.

To dlatego żłobki i przedszkola muszą być za darmo, dla wszystkich dzieci! I dobra szkoła za darmo dla wszystkich dzieci. I ochrona zdrowia na europejskim poziomie dla wszystkich obywateli. I taki jest program Rafała Trzaskowskiego.
Bo państwo dobrobytu to Państwo dobrych usług publicznych dla każdego, bo jak nie ma pieniędzy na edukację, to ministrowie Ziobro, czy Dworczyk poślą dzieci do prywatnej szkoły, a 90% Polaków zaprowadzi swoje dzieci do szkół publicznych, gdzie jest chaos i słabo opłacani nauczyciele.

Bo jak nie ma pieniędzy na ochronę zdrowia, to ministrowie i posłowie z PiS dadzą sobie radę, bo mają szpital rządowy, a dyrektor szpitala podrzuci nawet Prezesowi kule ortopedyczne do domu! Ale Polacy będą musieli zapłacić za prywatną wizytę czy rehabilitację albo czekać na nią pół roku, rok i dłużej. I to jest prawdziwa prywatyzacja służby zdrowia, której nie chcemy, a która od kilku lat niestety ma się w Polsce coraz lepiej, choć rządzący udają, że tego nie widzą.

Powrót