13 kwietnia 2020

Główny Ekonomista MF czy Niebezpieczny Utracjusz

Przyzwyczailiśmy się do „odkryć personalnych” Prezesa oraz innych członków egzekutywy PiS, raz jest to Julia Przyłębska, która rujnuje Trybunał Konstytucyjny, innym razem Bartłomiej Misiewicz niszczący reputację Ministerstwa Obrony Narodowej równie mocno jak jego szef. Jeśli jednak podobnym odkryciem, tym razem chyba M. Morawieckiego, jest Główny Ekonomista Ministerstwa Finansów – to mój lęk o przyszłość Polski staje się coraz większy.

Opinii publicznej pan Łukasz Czernicki przedstawił się w artykule w DGP (na szczęście nie było przedruku w żadnym poważnym zagranicznym piśmie) pod wiele mówiącym tytułem „Czas zmienić paradygmat polityki fiskalnej”. Już w pierwszym zdaniu oznajmił, że im więcej wydamy publicznych pieniędzy, tym szybciej dogonimy poziom życia zachodniej Europy. Ta złota myśl sugeruje nie tylko, że wysoki dług publiczny nie będzie miał żadnego negatywnego wpływu na długoterminowy rozwój naszego państwa, ale że będzie miał wpływ wręcz zbawienny. W kolejnym zdaniu „Główny Ekonomista-Utracjusz” przekonuje nas, że państwo może zaciągać dług bezkarnie, a stabilizująca reguła wydatkowa, która przed tym miała nas uchronić, ma „wątpliwe” podstawy teoretyczne.

Przypomnę tylko, że SRW to antycykliczny instrument w ustawie o finansach publicznych pozwalający rządowi wydawać więcej publicznych pieniędzy wtedy, gdy gospodarka szwankuje i potrzebne jest coś, co ekonomiści nazywają impulsem fiskalnym. Mówiąc po ludzku i w dużym uproszczeniu, gdy przychodzi spowolnienie w gospodarce, przedsiębiorcy przestają inwestować swoje prywatne pieniądze, wtedy rząd ich zastępuje i zwiększa inwestycje publiczne, żeby ludzie mieli pracę i żeby zwiększyć popyt, który podtrzyma funkcjonowanie firm.

Na poparcie swojej tezy nasz domorosły Keynes przytacza przykład południowych państw Unii Europejskiej, należących do unii walutowej, w których w ostatniej dekadzie nastąpił spadek poziomu życia i oddalanie się od europejskich standardów w tym zakresie. Przyczyn tego negatywnego zjawiska „Główny Ekonomista”nie upatruje jednak we wcześniejszej populistycznej rozrzutności, kreatywnej księgowości i braku odpowiedzialności rządów tych państw, ale właśnie w zwiększeniu dyscypliny fiskalnej po kryzysie.

Co więcej w polityce oszczędności „Główny Ekonomista” widzi zagrożenie dla jakości usług publicznych i podaje z kolei przykład Niemiec jako państwa, które za mało wydaje, dlatego ma słabo rozwiniętą infrastrukturę cyfrową.

W swoich śmiałych sądach Pan Czernicki popełnia wiele błędów, a na takim poziomie „analizy ekonomicznej” można postawić tezę odwrotną i za przykład podać Polskę: zbyt duże wydatki w stosunku do dochodów sprawiają, że usługi publiczne są na coraz niższym poziomie. Czy nie z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce? Przez ostatnie cztery lata, mimo świetnej koniunktury i rekordowych wpływów do budżetu państwa, rząd wydawał więcej, niż „zarabiał”, a efektem tego jest m.in. skrajnie niedofinansowany i niewydolny system ochrony zdrowia. To jest przecież główny powód wyłączenia gospodarki i zamknięcia na kwarantannie całego społeczeństwa. Nasz system ochrony zdrowia był niewydolny już przed epidemią i rządzący o tym wiedzieli.

Słabość intelektualna argumentów „Głównego Ekonomisty” to nie tylko brak refleksji nad dynamiką sytuacji makroekonomicznej i wynikających z niej koniecznych, ale adekwatnych do sytuacji (czyli różnych dla różnych czasów) podejść do polityki fiskalnej. Słabość jego wywodu to także abstrahowanie od tego, na co państwo wydaje pieniądze. To tak, jakby postawić znak równości między milionowymi wydatkami na szalone dywagacje smoleńskie Macierewicza i jego kolegów zza oceanu a wyposażeniem w aparaturę do intensywnej terapii kilkunastu oddziałów szpitalnych.

Ale co tam, Główny Ekonomista ma pomysł na społeczny dobrobyt i ogólną szczęśliwość. Receptą jest państwo jako „aktywny gracz”. O co chodzi? Wystarczy pogonić zagranicznych inwestorów, którzy kręcą nosem i nie chcą finansować megalomańskich projektów rządu PiS, a wszystko będzie możliwe!

Tylko skąd pieniądze? Otóż Polacy mają sporo oszczędności na lokatach bankowych, wystarczy zaproponować im korzystniejsze oprocentowanie obligacji (przy stopie referencyjnej NBP 0,5% to dość łatwe), a przekop Mierzei Wiślanej, budowa CPK i kto wie, może nawet milion elektrycznych samochodów, promy, drony i Luxtorpeda wrócą do gry? Przecież Kowalski i Nowak, gdy dostanie propozycję wyższego oprocentowania obligacji niż lokaty w banku, nie będzie zastanawiał się, na co rząd pożycza pieniądze, nie będzie też analizował sytuacji finansów publicznych, czytając Wieloletni Plan Finansowy Państwa (którego zresztą nie będzie w tym roku(sic) i nie zdziwiłabym się, gdyby za tą decyzją stał „Główny Ekonomista” MF).

Jaki będzie skutek takich działań rządu? Pan Czernicki pisze „kto nie inwestuje, nie pije szampana”, zapomniał tylko dodać, że szampana będą pili prezesi spółek skarbu państwa, Polskiego Funduszu Rozwoju, może nawet poseł Horała, co ma port centralny budować, niestety tylko oni i w dodatku dość krótko, bo wyniki finansowe spółek zarządzanych przez nominatów PiS to niepiękna, choć wielka katastrofa, i to widoczna na długo przed koronawirusem, więc nie sposób winy zrzucić na pandemię. Zamiast „pozytywnego oddziaływania państwa w gospodarce” mieliśmy przez ostatnie cztery lata negatywny wpływ państwa na inwestycje, zarówno publiczne, jak prywatne, co zaowocowało w pierwszych dwóch latach rządów PiS spadkiem nakładów na inwestycje z 20% PKB do 17%. Pesymistycznie do państwa rządzonego przez PiS jako „aktywnego gracza w gospodarce” nastrajają też inwestycje PFR – głównej instytucji rozwoju.
Niestety w kontekście artykułu w DGP, powołanie na stanowisko Głównego Ekonomisty MF pana Łukasza Czernickiego wydaje się kolejnym negatywnym efektem wpływu rządu PiS na państwo polskie.

Powrót